Moje poranki są udane.

Moje poranki są udane.

, poniedziałek, 16 stycznia 2017
Wiele osób nie lubi poranków. Szczególnie poniedziałkowych. Dla mnie poranek jest jedną z fajniejszych części dnia, kiedy mogę pozwolić sobie na zwolnione obroty i przygotowanie się na to, co przyniesie reszta dnia.
Czego chciałabym się nauczyć od bohaterek serialu "Gotowe na wszystko"?

Czego chciałabym się nauczyć od bohaterek serialu "Gotowe na wszystko"?

, czwartek, 5 stycznia 2017
Kilka dni temu zakończyłam maraton "Desperate Housewives". Drugi raz w życiu, w ciągu kilku tygodni obejrzałam wszystkie osiem sezonów. I chyba w trakcie trzeciego uzmysłowiłam sobie, że wiele chciałabym się nauczyć od głównych bohaterek tego serialu. Jeśli jesteście ciekawi czego dokładnie, zachęcam do zaparzenia sobie herbaty, zajęcia wygodnej pozycji na kanapie i przeczytania dzisiejszego wpisu. 
Żegnaj roku 2016

Żegnaj roku 2016

, środa, 28 grudnia 2016
Kolejny rok zleciał nie wiadomo kiedy i już za chwilę powitamy rok 2017. Myślę więc, że te kilka dni przed pierwszym stycznia nowego roku to odpowiedni moment na podsumowanie dwunastu miesięcy poprzedzających jego nadejście.
Kupuję ubrania w lumpeksie. I się tego nie wstydzę.

Kupuję ubrania w lumpeksie. I się tego nie wstydzę.

, poniedziałek, 19 grudnia 2016
W second handach kupuję już od paru lat. Bo z lumpeksami jest jak z blogowaniem: wciągają na maksa i jak już się raz spróbuje, ciężko się od nich oderwać. Jako nastolatka czasami wstydziłam się tego, że mam jakiś ciuch z szmateksu. Na pewien sposób czułam się może nawet winna tego, że mimo iż pochodzę z rodziny, w której nie narzeka się na brak pieniędzy, to ubieram się w miejscach, które kojarzone są jako te przeznaczone dla biednych ludzi. Dopiero z czasem nauczyłam się je doceniać i głośno mówić o tym, że KUPUJĘ W LUMEPKSACH. I wcale się tego nie wstydzę.
W ciągu lat second handy mocno ewoluowały, a buszowanie po nich i wyławianie przysłowiowych perełek zaczęło być trendy i świadczyć o tym, że kobieta jest zaradna i pomysłowa, bo wie jak ubrać się oryginalnie i niedrogo. Z miejsc, które omijało się szerokim łukiem, śmierdzących, wiecznie zabałaganionych, w których ciuchy porozwalane były byle jak w wielkich koszach zmieniły się w normalne sklepy, w których ładnie pachnie i jest czysto, a ubrania są wyprasowane, wyprane, ładnie rozwieszone na wieszakach. Raz byłam nawet w takim, w którym ubrania były ułożone kolorystycznie, a w kolejnym- według rozmiarów. Aż przyjemniej robi się zakupy. Ale nie tylko dlatego kupuję w lumpeksach. Dlaczego więc to robię? Z pięciu prostych powodów: 
1. Cena
W lumpeksach cena może zaskoczyć, ale tylko pozytywnie. W moim ulubionym second handzie nigdy nie znalazłam nic, coby kosztowało więcej niż 30,00 zł. To maksymalna cena, jaką trzeba zapłacić za sukienkę na imprezę czy jeansową kurtkę. Najczęściej w szmateksach kupuję bluzki i nigdy za żadną nie zapłaciłam więcej niż 15,00 zł. W sieciówce mogłabym za tyle kupić co najwyżej majtki. 
2. Oryginalność
W szmateksie nigdy nie znajdziecie dwóch jednakowych rzeczy. Zyskuje się tym samym pewność, że nikt wokół Ciebie nie będzie miał identycznej bluzki czy torebki. I że koleżanka będzie Ci zazdrościć, że to właśnie Ty masz tą rzecz, a nie ona. 
3. Metka
Nie jestem fanką markowych ubrań, nie jaram się najnowszą torebką Balmain, nie lubię ubrań z logo widocznym już z odległości kilometra, ale byłabym hipokrytką nie przyznając, że odczuwam dużą satysfakcje kiedy udaje mi się kupić wiosenny płaszcz River Island za 1/10 jego ceny. Takie rzeczy tylko w second handach. 
4. Jakość
To nie prawda, że w lumpeksach są rzeczy gorsze jakościowo. Czasami wydaje mi się, że jest wręcz odwrotnie. Mam wiele rzeczy prosto z szmateksów, które mimo wielokrotnego noszenia, prania, prasowania, nadal są jak nowe. W mojej szafie jest też nie mało ubrań z sieciówek, które po jednym praniu nadają się już tylko na ścierki do mycia podłóg. 
5. Adrenalina
Idąc do lumpeksu nigdy nie wiem czy wyjdę z pustymi rękoma, z jedną bluzką czy z torbą wypełnioną po brzegi kolejnymi perełkami. Ten element zaskoczenia, nutka niepewności, zastrzyk adrenaliny przyciąga jak magnes. I działa bardziej pobudzająco niż poranna kawa. 

W second handach kupuję właściwie wszystko, jednak najczęściej bluzki, swetry i sukienki. Wyjątek stanowią buty oraz bielizna, myślę, że z wiadomych powodów. Mam żelazną zasadę, że kiedy tylko przyniosę coś do domu, niezależnie czy ma metkę czy nie, od razu wrzucam do pralki. Kupując w lumpeksach nie mam wyrzutów sumienia, że znów wydałam pieniądze na kolejny ciuch, bo wiem, że rażąco nie uszczuplę domowego budżetu, bo to tylko kilka(naście) złotych. Z tego samego powodu nie szkoda mi ich wyrzucić czy pociąć na ściereczki do ścierania kurzu, kiedy się zniszczą, zmechacą, stracą kolor lub przestaną mi się podobać. I jeśli mam być szczera, wolę odwiedzić kolejny second hand i kupić używaną, ale jedyną w swoim rodzaju rzecz niż galerię handlową, w której wszystko jest takie same.  

PS. Bluzki, które widzicie na zdjęciu kupiłam za 15,00 zł. Obie są markowe i miały metki.
Hotel Gołębiewski w Karpaczu- czy warto tam jechać?

Hotel Gołębiewski w Karpaczu- czy warto tam jechać?

, piątek, 9 grudnia 2016
Ten, kto przeczytał wpis o 5 rzeczach, na które szkoda mi pieniędzy wie, że jednym z punktów listy była zagraniczna podróż poślubna. Grzanie czterech liter na rajskiej plaży zmieniliśmy z mężem na aktywny weekend w górach i pobyt w Hotelu Gołębiewski w Karpaczu. Przyznam się Wam, że po raz pierwszy byłam w czterogwiazdkowym hotelu. Jeszcze przed wyjazdem pomyślałam, że moje wrażenia z pobytu w takim miejscu mogą przydać się do popisania się w kolejnym poście, więc zainteresowane osoby zapraszam do poczytania o naszej weekendowej podróży poślubnej w tymże hotelu. 
Moich pierwszych 7 prac

Moich pierwszych 7 prac

, czwartek, 1 grudnia 2016
Jakiś czas temu w sieci pojawił się hashtag #MyFirst7Jobs. Polega on na opisaniu swoich pierwszych siedmiu prac. Bardzo lubię takie posty, ponieważ pozwalają poznać osoby, na strony których zaglądamy, a także mogą być niemałą dawką inspiracji i motywacji. Wpisy z tym hashtagiem pokazują, ile nauczyliśmy się w każdej pracy, jakie wnioski wyciągnęliśmy i jak wiele cennego doświadczenia zdobyliśmy. Dzisiaj to ja chciałabym Wam opowiedzieć o moich pierwszych siedmiu pracach.

Pomysły na prezent dla niej i dla niego

Pomysły na prezent dla niej i dla niego

, niedziela, 27 listopada 2016
Do Świąt został niecały miesiąc, do Mikołajek już tylko kilka dni. Domyślam się, że Wasze myśli, tak jak i moje ;), zaprzątnięte są teraz tym, czym obdarować najbliższych, co sprawiło by im radość i wywołało uśmiech na ich twarzach. Chciałabym trochę ułatwić Wam, i sobie też,  to wbrew pozorom niełatwe zadanie i przygotowałam dwie, krótkie listy z pomysłami na prezenty dla niej i dla niego.
 1. "Hygge. Klucz do szczęścia"- książka, która w ostatnim czasie jest bardzo popularna i wszędzie jej pełno. Podobno Duńczycy są najszczęśliwszym narodem na świecie, a jeden z nich, Meik Wiking, zdradza w swojej książce ich sposób na szczęście, poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa. Brzmi pięknie, prawda? 
2. Planner/organizer/kalendarz-  znam wiele kobiet, które lubią zapisywać swoje myśli, plany, marzenia, pomysły, itp. i które nie wyobrażają sobie funkcjonowania bez organizera. Ja jestem jedną z takich kobiet, a w swoim kalendarzu zapisuję wszystko, co się da: listy zakupów, wizyty u lekarzy, spotkania ze znajomymi, pomysły na posty. Nieraz "zginęłabym", gdyby nie tych kilka sklejonych razem kartek. Dlatego uważam, że jest to świetny pomysł na prezent dla kobiety, bo same po sobie wiecie, że mamy wiele spraw na głowie, które często wymagają zapisania.  Planner ze zdjęcia pochodzi ze strony Zaplanuj Swój Sukces i kosztuje około 100,00 zł.
3. Zestaw kosmetyków- która Pani nie ucieszy się z zestawu kosmetyków, najlepiej o otulającym zapachu, dzięki którym będzie mogła się zrelaksować w zimowe wieczory? Chyba takiej nie znam. Dobrze wcześniej dyskretnie podpytać o preferencje ( zapach owocowy czy kwiatowy? mus czy mleczko do ciała? sól do kąpieli czy kula musująca? ), aby prezent był jak najbardziej trafiony. 
4. Filiżanka z spodkiem- nic nie będzie smakowało lepiej jak poranna kawa lub herbata w tak eleganckiej, ładnej filiżance. Z malutkim ciasteczkiem obok, na spodeczku ;) Nie wiem jak Wy, ale ja bym się bardzo ucieszyła z takiego zestawu z Home&You
5. Świeca zapachowa- zimowe, długie wieczory sprzyjają spędzaniu wolnego czasu pod kocem, z ulubioną herbatą i ciekawą książką pod pachą, gdy w powietrzu unosi się ciepły, otulający aromat, np. kandyzowanych owoców i śliwek. A to tylko jeden z wielu zapachów, które w swojej ofercie ma Yankee Candle. 
6. Etui na telefon- kiedyś, zbędny dla mnie gadżet, a dziś nie wyobrażam sobie, by takiego nie mieć. Wybrany spośród wielu wzorów lub zaprojektowany samemu ( internetowy sklep etuo.pl daje nam taką możliwość ), cieszy oko, nadaje indywidualności i chroni przed zarysowaniami, pęknięciami, itp. Połączenie przyjemnego z pożytecznym, które ucieszy każdą kobietę lubiącą otaczać się ładnymi , a w dodatku pożytecznymi rzeczami.

1. Głośniki do komputera- lub jakiś inny komputerowy gadżet. 
2. Gra planszowa- komputerowa lub na konsolę, w zależności co Twój wybranek lubi. My z mężem lubimy spędzać wieczory na rozgrywkach toczących się na planszach. Planszówki są genialnym urozmaiceniem wolnego czasu, potrafią wciągnąć na długie godziny. A ile przy tym jest śmiechu i zabawy! Szeroki wybór gier planszowych jest między innymi w Tesco, ale jeśli chcemy zaoszczędzić warto poszukać ich w Internecie.
3. Portfel- bardzo uniwersalny prezent, który sprawdzi się przy każdej okazji, bo porządny, najlepiej skórzany portfel to coś, co powinien mieć każdy mężczyzna. Dobrze, aby był płaski i niezbyt duży, bo wielu panów ma tendencję do trzymania portfela w tylnej kieszeni spodni. 
4. Etui na telefon- wiem, etui już było, ale mężczyzna też ucieszy się z fajnej obudowy na telefon.  
5. Gadżet do samochodu- np. uchwyt na telefon. Taka mała rzecz, a okazuje się być bardzo przydatna, zwłaszcza podczas dalekich podróży. Prezent przetestowany i sprawdzony na własnym mężu ;)
6.  Zestaw śrubokrętów- każdy Pan jest choć w minimalnym stopniu majsterkowiczem, lubiącym lub muszącym od czasu do czasu coś rozkręcić, naprawić i skręcić z powrotem. To też pośrednio prezent dla nas- nasi panowie już nie będą mieli wymówki, że nie mogą czegoś naprawić.

Macie już pomysły na prezenty dla Waszych bliskich? 
Jeśli nie, to mam nadzieję, że mój post okaże się pomocny.
Kupiliśmy mieszkanie!

Kupiliśmy mieszkanie!

, niedziela, 20 listopada 2016
Zdecydowanie nie przesadzę pisząc, jak bardzo jestem podekscytowana na samą myśl o własnym mieszkaniu. Jak z radości unoszę się kilka centymetrów nad ziemią. Jak szeroki mam uśmiech za każdym razem przejeżdżając obok placu budowy. Bo wiem, że już za kilka miesięcy przeprowadzimy się na pierwsze piętro jednego z trzech bloków, tworzących nieduże, zamknięte osiedle na obrzeżach naszego miasteczka. 
Powyżej możecie obejrzeć rzut naszego mieszkania. Początkowo rozkład pomieszczeń wyglądał troszkę inaczej: pomieszczenie 1.04 miało być dość dużym aneksem kuchennym bez ściany rozdzielającej od salonu. Jednak podczas spotkania z deweloperką powiedziałam, że my wprowadzimy kilka zmian: tu postawimy ścianę, tam wydzielimy pokoik dziecięcy, a aneks przeniesiemy do salonu. Gdy na kolejne spotkanie udał się mój mąż okazało się, że wszystkie moje pomysły zostały wprowadzone w życie. I to nie tylko w naszym mieszkanku, ale we wszystkich o tym rozkładzie. 
W bloku nie będzie ani piwnic ani strychu. Na każdym piętrze będą komórki, przydzielone po jednej do każdego mieszkania. Nasza komórka ( 1.08 ) znajduje się tuż obok, ściana w ścianę, i przez krótką chwilę rozważaliśmy zaadaptowanie jej na kolejny pokój lub garderobę, ale szybko odeszliśmy od tego pomysłu. Doszliśmy do wniosku, że taka a'la piwnica jednak bardziej nam się przyda. A mini garderobę może wydzielimy w sypialni ( 1.06 ), spełniając tym samym moje małe wnętrzarskie marzenie. W niewielkiej łazience ( 1.07 ) nie zrezygnujemy z wanny, zaś aneks kuchenny w salonie ( 1.05 ) przeniesiemy na prawo od wejścia. A w korytarzu ( 1.03 ) zawiśnie ogromne lustro w piękniej ramie. 
Jak zamierzamy urządzić nasze pierwsze mieszkanie? Minimalistycznie, ale przytulnie. W jasnych, naturalnych barwach, ale z akcentami kolorystycznymi ( tak skrycie Wam powiem, że w salonie marzy nam się żółta kanapa ). Inspiracji szukamy w Internecie, każdy nasz wyjazd kończy się oglądaniem mebli, oświetlenia, dodatków i niekończącymi się rozmowami o tym, jak nasze wspólne gniazdko będzie wyglądać- właściwie to już na każdy pokój mamy pomysł, ale o tym w swoim czasie. Na razie cierpliwie czekamy na koniec budowy i na telefon od deweloperki, że możemy odebrać klucze. A potem zaczniemy działać! I pierwszą rocznicę ślubu spędzimy już na "swoich śmieciach" :)
Zacząć jeszcze raz

Zacząć jeszcze raz

, piątek, 18 listopada 2016
Pierwszy wpis na blogu nigdy nie jest łatwy. Coś o tym wiem, jest to mój trzeci blog. Pierwszy prowadziłam w czasach gimnazjum, drugi istnieje w sieci od ponad pięciu lat. Lubię go, ale jego ukierunkowana tematyka zaczęła mnie trochę męczyć, ograniczać, czuję, że przestał mi dawać szansę rozwijania się. Stąd potrzeba nowego miejsca w sieci. Czego możecie się tutaj spodziewać? Wpisów lifestylowych i z mojego życia wziętych, od czasu do czasu tych o tematyce beauty, a także recenzji książek ( i nie tylko ), przepisów kulinarnych, inspiracji, porad, itp.
Skąd taka, a nie inna nazwa? Przyznam, że została wymyślona na szybko, to pierwszy lepszy zlepek słów, który przyszedł mi na myśl- podobno pierwsze pomysły są najlepsze. Blog ten ma być moim „polem do popisu”, dosłownie i w przenośni. Z czasem zobaczymy co z tego popisywania ( się ) wyjdzie.
SZABLON BY: PANNA VEJJS.