Żegnaj roku 2016

Żegnaj roku 2016

, środa, 28 grudnia 2016
Kolejny rok zleciał nie wiadomo kiedy i już za chwilę powitamy rok 2017. Myślę więc, że te kilka dni przed pierwszym stycznia nowego roku to odpowiedni moment na podsumowanie dwunastu miesięcy poprzedzających jego nadejście.
Kupuję ubrania w lumpeksie. I się tego nie wstydzę.

Kupuję ubrania w lumpeksie. I się tego nie wstydzę.

, poniedziałek, 19 grudnia 2016
W second handach kupuję już od paru lat. Bo z lumpeksami jest jak z blogowaniem: wciągają na maksa i jak już się raz spróbuje, ciężko się od nich oderwać. Jako nastolatka czasami wstydziłam się tego, że mam jakiś ciuch z szmateksu. Na pewien sposób czułam się może nawet winna tego, że mimo iż pochodzę z rodziny, w której nie narzeka się na brak pieniędzy, to ubieram się w miejscach, które kojarzone są jako te przeznaczone dla biednych ludzi. Dopiero z czasem nauczyłam się je doceniać i głośno mówić o tym, że KUPUJĘ W LUMEPKSACH. I wcale się tego nie wstydzę.
W ciągu lat second handy mocno ewoluowały, a buszowanie po nich i wyławianie przysłowiowych perełek zaczęło być trendy i świadczyć o tym, że kobieta jest zaradna i pomysłowa, bo wie jak ubrać się oryginalnie i niedrogo. Z miejsc, które omijało się szerokim łukiem, śmierdzących, wiecznie zabałaganionych, w których ciuchy porozwalane były byle jak w wielkich koszach zmieniły się w normalne sklepy, w których ładnie pachnie i jest czysto, a ubrania są wyprasowane, wyprane, ładnie rozwieszone na wieszakach. Raz byłam nawet w takim, w którym ubrania były ułożone kolorystycznie, a w kolejnym- według rozmiarów. Aż przyjemniej robi się zakupy. Ale nie tylko dlatego kupuję w lumpeksach. Dlaczego więc to robię? Z pięciu prostych powodów: 
1. Cena
W lumpeksach cena może zaskoczyć, ale tylko pozytywnie. W moim ulubionym second handzie nigdy nie znalazłam nic, coby kosztowało więcej niż 30,00 zł. To maksymalna cena, jaką trzeba zapłacić za sukienkę na imprezę czy jeansową kurtkę. Najczęściej w szmateksach kupuję bluzki i nigdy za żadną nie zapłaciłam więcej niż 15,00 zł. W sieciówce mogłabym za tyle kupić co najwyżej majtki. 
2. Oryginalność
W szmateksie nigdy nie znajdziecie dwóch jednakowych rzeczy. Zyskuje się tym samym pewność, że nikt wokół Ciebie nie będzie miał identycznej bluzki czy torebki. I że koleżanka będzie Ci zazdrościć, że to właśnie Ty masz tą rzecz, a nie ona. 
3. Metka
Nie jestem fanką markowych ubrań, nie jaram się najnowszą torebką Balmain, nie lubię ubrań z logo widocznym już z odległości kilometra, ale byłabym hipokrytką nie przyznając, że odczuwam dużą satysfakcje kiedy udaje mi się kupić wiosenny płaszcz River Island za 1/10 jego ceny. Takie rzeczy tylko w second handach. 
4. Jakość
To nie prawda, że w lumpeksach są rzeczy gorsze jakościowo. Czasami wydaje mi się, że jest wręcz odwrotnie. Mam wiele rzeczy prosto z szmateksów, które mimo wielokrotnego noszenia, prania, prasowania, nadal są jak nowe. W mojej szafie jest też nie mało ubrań z sieciówek, które po jednym praniu nadają się już tylko na ścierki do mycia podłóg. 
5. Adrenalina
Idąc do lumpeksu nigdy nie wiem czy wyjdę z pustymi rękoma, z jedną bluzką czy z torbą wypełnioną po brzegi kolejnymi perełkami. Ten element zaskoczenia, nutka niepewności, zastrzyk adrenaliny przyciąga jak magnes. I działa bardziej pobudzająco niż poranna kawa. 

W second handach kupuję właściwie wszystko, jednak najczęściej bluzki, swetry i sukienki. Wyjątek stanowią buty oraz bielizna, myślę, że z wiadomych powodów. Mam żelazną zasadę, że kiedy tylko przyniosę coś do domu, niezależnie czy ma metkę czy nie, od razu wrzucam do pralki. Kupując w lumpeksach nie mam wyrzutów sumienia, że znów wydałam pieniądze na kolejny ciuch, bo wiem, że rażąco nie uszczuplę domowego budżetu, bo to tylko kilka(naście) złotych. Z tego samego powodu nie szkoda mi ich wyrzucić czy pociąć na ściereczki do ścierania kurzu, kiedy się zniszczą, zmechacą, stracą kolor lub przestaną mi się podobać. I jeśli mam być szczera, wolę odwiedzić kolejny second hand i kupić używaną, ale jedyną w swoim rodzaju rzecz niż galerię handlową, w której wszystko jest takie same.  

PS. Bluzki, które widzicie na zdjęciu kupiłam za 15,00 zł. Obie są markowe i miały metki.
Hotel Gołębiewski w Karpaczu- czy warto tam jechać?

Hotel Gołębiewski w Karpaczu- czy warto tam jechać?

, piątek, 9 grudnia 2016
Ten, kto przeczytał wpis o 5 rzeczach, na które szkoda mi pieniędzy wie, że jednym z punktów listy była zagraniczna podróż poślubna. Grzanie czterech liter na rajskiej plaży zmieniliśmy z mężem na aktywny weekend w górach i pobyt w Hotelu Gołębiewski w Karpaczu. Przyznam się Wam, że po raz pierwszy byłam w czterogwiazdkowym hotelu. Jeszcze przed wyjazdem pomyślałam, że moje wrażenia z pobytu w takim miejscu mogą przydać się do popisania się w kolejnym poście, więc zainteresowane osoby zapraszam do poczytania o naszej weekendowej podróży poślubnej w tymże hotelu. 
Moich pierwszych 7 prac

Moich pierwszych 7 prac

, czwartek, 1 grudnia 2016
Jakiś czas temu w sieci pojawił się hashtag #MyFirst7Jobs. Polega on na opisaniu swoich pierwszych siedmiu prac. Bardzo lubię takie posty, ponieważ pozwalają poznać osoby, na strony których zaglądamy, a także mogą być niemałą dawką inspiracji i motywacji. Wpisy z tym hashtagiem pokazują, ile nauczyliśmy się w każdej pracy, jakie wnioski wyciągnęliśmy i jak wiele cennego doświadczenia zdobyliśmy. Dzisiaj to ja chciałabym Wam opowiedzieć o moich pierwszych siedmiu pracach.

SZABLON BY: PANNA VEJJS.