Hotel Gołębiewski w Karpaczu- czy warto tam jechać?

, piątek, 9 grudnia 2016
Ten, kto przeczytał wpis o 5 rzeczach, na które szkoda mi pieniędzy wie, że jednym z punktów listy była zagraniczna podróż poślubna. Grzanie czterech liter na rajskiej plaży zmieniliśmy z mężem na aktywny weekend w górach i pobyt w Hotelu Gołębiewski w Karpaczu. Przyznam się Wam, że po raz pierwszy byłam w czterogwiazdkowym hotelu. Jeszcze przed wyjazdem pomyślałam, że moje wrażenia z pobytu w takim miejscu mogą przydać się do popisania się w kolejnym poście, więc zainteresowane osoby zapraszam do poczytania o naszej weekendowej podróży poślubnej w tymże hotelu. 
Na początek kilka faktów. Hotel Gołębiewski w Karpaczu jest najmłodszych spośród wszystkich hoteli- są jeszcze trzy: w Mikołajkach, Białymstoku i Wiśle. Położony jest u podnóża Śnieżki i wierzcie lub nie, ale liczy prawie 900 pokoi i apartamentów. Jednym słowem, jest ogromny! To olbrzymi moloch, widoczny chyba z każdego miejsca w Karpaczu. Hotel to jednak nie tylko pokoje dla gości. To też różne restauracje, dyskoteka, sala gier, kręgielnia, centrum odnowy biologicznej, kompleks basenów, nawet butik i jubiler. A dla najmłodszych, spacery z kucykiem, Smakolandia i plac zabaw.
Już po pierwszym przekroczeniu progu hotelu samo z siebie wydobywa się z ust "wielkie wow". Od razu widać, że inwestor nie oszczędzał ani na powierzchni ani na materiałach. W Hotelu Gołębiewski wszystko jest pokaźne, jak on sam. Restauracje, korytarze, żyrandole. W marmurach, złocie, skórze, kryształach i drewnie widać przepych, obfitość i bogactwo. Nawet ryby w akwarium są duże i egzotyczne. 
W hotelu nie ma pięter, są poziomy. Nasz pokój znajdował się na poziomie trzecim, na samym końcu labiryntu korytarzy, w którym zginęlibyśmy, gdyby nie oznaczenia. Skoro już przy korytarzach jesteśmy, to nie mogę nie wspomnieć o okropnym dywanie wyścielającym korytarz. Nie tylko ja zwróciłam uwagę na jego brzydotę, ale też fejsbukowicze, których opinie czytałam na fanpage'u hotelu. Wierzyć nie chciałam, mieli jednak rację.- dywan powinien być jak najszybciej zmieniony, bo jego brzydota aż bije po oczach i gryzie się z luksusem, który oferuje hotel.  
Wracając jednak do samego pokoju, złego słowa powiedzieć nie dam. Elegancki, czysty, ładnie urządzony. Każdego dnia sprzątany, odkurzany, wietrzony, pościel wymieniana co trzy dni, ręczniki codziennie, a obsługa miła i uśmiechnięta.
Najbardziej zachwycona byłam jedzeniem. Zawsze świeże i pyszne, przygotowywane na miejscu, często na oczach gości. Podobało mi się zróżnicowanie potraw i malutkie porcje umożliwiające spróbowanie wszystkiego, bez zbędnego objadania się. Dzięki niewielkim porcjom, po raz pierwszy w życiu odważyłam się zjeść ośmiorniczki, mule, rekina, jajka przepiórcze z kawiorem, baraninę czy też przegrzebka. Żałuję, że pierwszego dnia pobytu nie spróbowałam serwowanego mięsa strusia i gulaszu z lamy. Oprócz egzotycznych potraw, było też bardziej standardowe jedzenie, jak domowy pasztet, jajecznica czy frytki- dla każdego coś dobrego. Każdy gość nakładał na talerz to, na co miał ochotę, mógł podchodzić do stołu szwedzkiego tyle razy, ile chciał, nic nikomu nikt nie wyliczał. Dodatkowe plusy należą się obsłudze, która sprawnie sprzątała puste talerze ze stołu. Ponadto restauracja, w której jedliśmy posiłki znajdowała się na wyższym poziomie z pięknym widokiem na Karpacz i góry, co tylko dodatkowo umilało spożywanie posiłku. 
Po śniadaniu wybieraliśmy się na zwiedzanie miasta i wycieczki po górach, a popołudnia często spędzaliśmy w Tropikanie, korzystając z zjeżdżalni ( właściwie to tylko mój mąż, mnie jakoś nie "rajcują" ), groty solnej, saun o nutach zapachowych takich jak eukaliptus czy kosodrzewina oraz aromatyzowanych jacuzzi z widokiem na panoramę gór. 
Do tej pory było kolorowo i bajkowo, jednak jedna rzecz psuła ogólny efekt. Oprócz dywanu. Strefa All Inclusive w moim odczuciu jest porażką. Zacznijmy od soków i napojów: po trzy-cztery smaki i do tego bardzo popularne jak pomarańczowy, jabłkowy, Pepsi, Fanta i Sprite. To samo z alkoholami: beczułka z winem białym, różowym i czerwonym, najprostsze z najprostszych drinki ( żubrówka z sokiem, wódka z sokiem i syropem ). Bufet deserów i przekąsek też szału nie robi: góra cztery rodzaje ciasta, obok talerzyki z kruchymi ciasteczkami, które można kupić w osiedlowym spożywczaku, talerz serów i talerz wędlin. Koniec, kropka. Nie mam porównania z innymi, kilku gwiazdkowymi hotelami, jednak spodziewałam się czegoś więcej. Bardziej wymyślnych drinków, mniej kupnych ciasteczek, innych przekąsek. 
Odpowiadając na tytułowe pytanie: moim zdaniem warto chociaż raz w życiu spędzić urlop w takim miejscu. Poczuć się luksusowo, pomieszkać w przepychu, niczym się nie przejmować, machnąć ręką na marną strefę all inclusive i popróbować smaków, dotąd znanych tylko z odcinków "Master Chefa". 

Zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony Hotelu Gołębiewski w Karpaczu, a wpis nie jest sponsorowany.

47 komentarzy

  1. A wiesz ja byłam akurat w Mikołajkach i tam też jest okropny dywan w holu xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie wierzę :P to chyba jakiś znak rozpoznawalny tej sieci hotelów :P

      Usuń
  2. CHętnie wybrałabym się z mężem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jako tako podróży poślubnej nie miałam :P Powoli myślimy z mężem nad ślubem kościelnym i pewnie potem gdzie pojedziemy. Może w Polsce tak jak Wy :) Buźka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem wiem czy się śmiać czy płakać z tego dywanu...
    Byłam w Gołębiewskim w Mikołajkach a konkretnie w parku wodnym. Wspomnienia z podstawówki ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się - warto czasem rzucić wszystko i jechać do takiego mejsca.
    W Gołębiewskim nie byliśmy, lecz tylko przechodziliśmy obok ;) Rok temu spędziliśmy w Karpaczu kilka dni, w Pensjonacie *** SPA położonym w bliskim sąsiedztwie Waszego hotelu. I to był nasz pierwszy taki "luksusowy" wypad. Warunki rewelacyjne! Lepsze, niż w niektórych hotelach, które potem odwiedziliśmy. Naprawdę wypoczęliśmy. Dziś wiemy, że nawet kilka dni w takim miejscu jest lepsze, niż 2 tygodnie w jakiejś kwaterze, w której o wszystko musimy zadbać sami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. To samo sobie pomyślałam- lepiej pojechać na kilka dni do hotelu i mieć wszystko podane na tacy niż wybrać kwaterę i zamiast odpoczywać, zastanawiać się czy iść zjeść do restauracji czy samemu siedzieć w garach i pichcić coś na szybko.

      Usuń
  6. Miałem okazję być tylko na imprezie w tym hotelu. Klasa sama w sobie choć o pokojach i jedzeniu nie mogę się wypowiedziec

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja sobie rok rocznie obiecuję, że za odłożone za dany rok pieniądze zarezerwuję dla siebie i mamy hotel i oderwiemy się od rzeczywistości, ale zawsze jest inny pilniejszy wydatek. Ale myślę ,że w przyszłym roku się uda:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznaję, że lubię czasami męża namówić na weekendowy wyjazd do 'lepszego' hotelu. Niestety już kilka razy się nacięłam. Płacisz nie mało, a "szału nie ma". Myślałam o Gołębiewskim - tylko, że my teraz podróżujemy z 18mc gamoniem:). Jak myślisz - nada się miejscówka?

    P.S. Póki co żaden z hoteli nie pobił Mariny z Kołobrzegu. Przepiękny i max profesjonalny. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, bardzo wiele par było z małymi dziećmi. dla takich szkrabów przewidziana jest Smakolandia, raj słodkości dla łasuchów, są też fajne baseny, zjeżdżalnie, a nawet plaża z placem zabaw w Tropikanie :) hotel ma jeszcze w ofercie spacer na kucyku :)

      Usuń
  9. Kurcze brzmi całkiem ciekawie ta oferta "jedzeniowa" :D z ciekawości rzucę okiem jakie tam są ceny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla samej tej oferty warto jechać :)

      Usuń
  10. wow, jedzenie jest ważne, super, że w hotelu dania były tak różnorodne i odległe od naszej tradycyjnej kuchni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie idealnie, bo uwielbiam poznawać nowe smaki :)

      Usuń
  11. Jak nie ma Cosmopolitana to nie jadę :D

    OdpowiedzUsuń
  12. A wiesz, że dywany do każdego hotelu wybiera właściciel sam we własnej osobie? Ale zgadzam się kompletnie i Karpacz, i Wisła ma ohydne dywany, które nie pasują. Lepsze by były nawet całe czarne dywany niż te niebieskie, pomarańczowe, wzorzyste paskudztwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę? wniosek z tego taki, że Gołębiewski ma łeb do interesów, ale zero gustu :P

      Usuń
  13. Gołębiewski z pewnością jest już marka sama w sobie. Ale trochę rozbawiło mnie to, że w hotelu nie ma pięter, a są poziomy. Od razu brzmi bardziej luksusowo ;) A jak ze strefa spa & wellness? Mam wrażenie, że romantyczne wypady w ramach np. podroży poślubnej zazwyczaj wiążą się z relaksem w tej właśnie strefie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ze spa nie skorzystaliśmy. niestety, mój mąż rękami i nogami zapierał się przed wszelkimi zabiegami twierdząc, że jest to niemęskie i to nie dla niego. żadnym sposobem nie dał się namówić ;)

      Usuń
  14. No hotel prezentuje się okazale :) bardzo dobry wpis, z którego można wyciągnąć przydatne informacje :)
    Fajny, estetyczny blog!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. nigdy tam nie bylam ale moze kiedys kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. I właśnie dzięki tobie znalazłam idealny pomysł na wyjazd rocznicowy! Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma za co, no i polecam się na przyszłość :D

      Usuń
  17. Jacuzzi z widokiem na góry, to w sam raz coś dla mnie czyli zmarzlucha, który mimo wszystko uwielbia góry :D

    OdpowiedzUsuń
  18. dobry pomysł na spontaniczny wyjazd, jeśli nie ma się kasy na dalekie, zagraniczne podróży (u nas niestety tak jest). Dzięki za propozycję!
    /magdasierocinska.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Sama nie lubię takich molochów. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. ja na podróż poślubną bym chciała jechać na pewno gdzieś w góry ale nie nocować po hotelach tylko na trawie na szlaku o :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Z chęcią kiedyś bym tam pojechała. Nigdy nie jest idealnie, ale myślę, że warto przeżyć coś takiego.

    OdpowiedzUsuń
  22. Rozmyślaliśmy z mężem aby właśnie podróż poślubną spędzić w jednym z hoteli Gołębiewskiego, ale... Jednak zdecydowaliśmy się na coś bardziej egzotycznego. Wyszliśmy z założenia, że drugi raz taka okazja i "pretekst" szybko może się nie zdarzyć, tym bardziej, że myślimy o dzieciach w niekoniecznie dalekiej przyszłości ;)
    Jestem jednak bardzo ciekawa tego dywanu, zaraz zacznę poszukiwania zdjęć u wujka google ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. kiedys bylam w golebiewskim, ale w mikolajkach ;) bylam zachwycona ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dobry pomysł na wyjazd weekendowy, odrobina relaksu jeszcze nikomu nie zaszkodziła ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jedzenie jak w jakimś egzotycznym kraju, to musiało być fascynujące doświadczenie spróbować potraw z końca świata :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Odwiedzam czasami ten Hotel, ale w Mikołajkach. Jeżdżę tam głównie na basen ;) Byłam w tym hotelu również na kilkudniowym szkoleniu- jedzenie wyborne, wręcz wyśmienite ;) x- lat temu miałam w Gołębiewskim studniówkę ;) niezapomniany, wspaniały bal ;) W Mikołajkach lepsze wrażenie robi Hotel Mikołajki na wodzie- przepiękne widoki ;)

    OdpowiedzUsuń

SZABLON BY: PANNA VEJJS.